To będzie ballada prawie tybetańska. Na dalekim Dolnym Śląsku, wśród gór i lasów bywają ludzie, którzy żyją w zgodzie z prawdziwą naturą, dążą do zrozumienia siebie i stosują nauki Buddy. Nie jestem częścią tego świata, ale dane mi było poznać tych ludzi, rozmawiać z nimi, posiedzieć w gompie, okrążać stupę, czyścic i palić lampki, uczestniczyć w Pudży ognia. Los zaprowadził mnie w to niezwykłe miejsce już trzy razy… i trzy razy mogłam snuć dla buddystów moją własną balladę jarzynową.
Słowniczek pojęć
- gompa – buddyjska świątynia, miejsce studiów, wspólnych ceremonii religijnych bądź indywidualnych praktyk;
- stupa – buddyjska budowla sakralna;
- pudża – buddyjska ceremonia ofiarowania;
- Khordong – linia buddyzmu tybetańskiego;
- Drophan Ling – główne europejskie centrum buddyzmu tybetańskiego linii Khordong i Dziangter tradycji Ningma
- ofiarowanie lampek maślanych – praktyka grupowa w intencji pokoju na świecie i szczęścia wszystkich istot;
- Drubczein Vadżrakilai – praktyka grupowa;
- Rinpocze – wysoki Lama buddyjski, nauczyciel
- Lama – mnich buddyjski;
- momo – tybetańskie pierożki, popularne także w Nepalu i Indiach.
Ballada jarzynowa w Khordong
To miejsce nie jest wytworem mojej wyobraźni, istnieje naprawdę, w Darnkowie. Jest tam Ośrodek Buddyjski Khordong. Przyjeżdżają do niego buddyści, aby wspólnie prowadzić praktykę. Pierwszy raz przyszłam do Drophan Ling pieszo w charakterze turystki. Było to wiosną 2020 r, – roku początku pandemii. Po prostu chciałam obejrzeć Gompę i zobaczyć, czy dzieje się w niej coś ciekawego. Wnętrze klasztoru zachwyciło mnie. Nie ustępowało swą urodą tym, które widywałam w Nepalu. Zapragnęłam pobyć w Darnkowie trochę dłużej i tak się stało. Wróciłam z koszem pełnym jarzyn miesiąc później. Gotowałam dla buddystów podczas święta ofiarowania lampek maślanych.
Nie wytrzymałam jednak długo. Był początek pandemii, więc do ośrodka przyjechało mało osób. Żaden z Lamów nie mógł opuścić swojego kraju. Doskwierała mi samotność i zbyt dużo wolnego czasu. Nie byłam wtedy gotowa na długi pobyt w takim miejscu, więc nie opowiedziałam swojej ballady do końca. Po ponad trzech tygodniach wyjechałam, mimo dokuczających mi wyrzutów sumienia. Okazało się, że moja reakcja spotkała się ze zrozumieniem i nie zostałam skreślona na zawsze.
Jarzynowe wesele w Gompie
W Drophan Ling toczy się normalne – choć przepełnione duchowością – życie. Niektórzy przyjeżdżają całymi rodzinami, opiekują się dziećmi, czytają, dyskutują, jedzą. Po łąkach biegają psy a po kątach snują się koty. Kwitną tutaj przyjaźnie i miłość. Czasem nawet odbywa się huczne wesele. Na weselu Ani i Marka wspólnie z moim synem z Szama Szyma nakarmiliśmy ponad sto osób. Pomagali nam Paulina i Piotrek. To wydarzenie wspominamy z ogromną czułością. Spełniliśmy kulinarne marzenia Państwa Młodych i zaskoczyliśmy tych, którzy nie znali kuchni roślinnej.
Drubczien Vadżrakilai
Kolejny projekt również zrealizowaliśmy wspólnie z Szama Szyma. W czasie tegorocznego Drubczien Vadżrakilai przez dziesięć dni przygotowywaliśmy śniadania, obiady i kolacje dla Rinpocze, Lamów i uczestników praktyki. Każdego dnia otrzymywaliśmy motywujące do pracy dowody uznania i wdzięczności. Mam nadzieję, że obdarowaliśmy buddystów niezapomnianymi kulinarnymi doznaniami, uczuciem zdrowego dostatku i zaciekawiliśmy naszą kuchnią.
Mam nadzieję, że nie do trzech razy sztuka. Wierzę, że odwiedzę to miejsce jeszcze wiele razy.




Graziu, jestem pod OGROMNYM wrażeniem! Przepięknie prezentujesz to czym obdarowujesz ludzi.
Do mnie przemawia szczególnie bo wiem, że każde słowo i zdjęcie są uczciwe i zgodne z Twoimi działaniami. Poprostu tak żyjesz…
Dzięki
Haniu, to dla mnie bardzo miłe, co piszesz. Staram się żyć, jak najlepiej, a Ty znasz moje dobre strony, ale także słabości. Ściskam
💚👋😘