po roślinnej stronie życia

Po roślinnej stronie życia

Byłam już po pięćdziesiątych urodzinach, gdy stanęłam po roślinnej stronie życia. Dlaczego? Powodem nie było wcale moje naiwne przekonanie, że w idealnym świecie zwierzęta nie zjadają się wzajemnie. Wiem, że jedynym światem, jaki mamy, jest ten, w którym ważnym elementem harmonii jest łańcuch pokarmowy, czyli żywienie się innymi gatunkami, aby w efekcie samemu stać się czyimś pokarmem. Być może to jest właśnie jeden z elementów raju. Tak czy owak, taki jest naturalny porządek mojej planety i nie zamierzam      z nim dyskutować.

Prawdopodobnie nie mam pojęcia, co to jest prawdziwy głód. O instynkcie przetrwania mam jedynie teoretyczne pojęcie, ale akceptuję fakt ich istnienia. Nie zżymam się więc na jedzenie mięsa jako takie.

O co w takim razie chodzi ?

Otóż nie akceptuję rozmiaru orgii, jaką każdego dnia urządza człowiek, aby zaspokoić zupełnie inną potrzebę niż głód. Gdy przyglądam się światu  i próbuję dociec przyczyn braku równowagi ekologicznej, ogromnego rozmiaru spustoszenia w środowisku i rozmiaru głupoty człowieka, widzę zawsze tę samą odpowiedź. Przyczyną jest potrzeba posiadania więcej, niż jest się w stanie skonsumować. 

Chodzi o chciwość

Ludzka chciwość sieje spustoszenie, jest źródłem bezsensownej agresji i przemocy. Chciwość czyni nas bestiami, przynosi nam wstyd       i niszczy wszystko wokół, nawet nas samych.

Gdy to dostrzegłam, najpierw obudziło się we mnie oburzenie a potem dojmujący wstyd. Zrozumiałam, że aby żyć, nie muszę pożreć całego świata. Przestałam więc szukać śmiesznych wymówek, które uzasadnią mój dotychczasowy styl życia. Zrozumiałam, że większość ludzi na Ziemi jest w stanie żyć zdrowo i dostatnio – bez potrzeby zabijania i dręczenia innych zwierząt. Zostałam więc weganką ze wstydu   i oburzenia, może trochę na znak protestu. Nigdy nie lubiłam braku umiaru i zachłanności.

Roślinna strona życia to nie tylko dieta

Po roślinnej stronie życia nie tylko pomija się produkty zwierzęce, ale ogólnie żyje się w harmonii z naturą i zachowuje umiar. Jak takie podejście wygląda w praktyce?

Nie kupuje się więcej, niż naprawdę się potrzebuje. Korzysta się najpierw z tego, co już się ma. Nie wyrzuca się, jeśli jedzenie nadaje się do spożycia  a przedmiot się nie zużył. Każdego dnia można uczyć się odżywiać lokalnie i oduczać korzystania z egzotycznych produktów, których sprowadzanie do miejsca naszego zamieszkania tworzy duży ślad węglowy a uprawa jest nieekologiczna i nieetyczna. Rośliny, które trafiają do naszej kuchni, warto zjadać w całości, o ile to możliwe.

Weganizm to także dbanie o ekonomiczne wykorzystywanie wody i energii potrzebnej do przygotowywania posiłków. Gdy rozkręcasz już piekarnik, aby upiec chleb, korzystaj z jego ciepła, aby przygotować też inne produkty a na koniec w stygnącym piecu wyczarować pyszną granolę lub wysuszyć bezy. I nie ma tutaj znaczenia, czy nas stać na więcej prądu i wody. Po prostu nie bierzmy więcej, niż potrzebujemy.

Z mojej perspektywy nie jest tak, że czegoś się wyrzekam, zaniedbuję siebie i moich bliskich. Nadal jesteśmy dla siebie najważniejsi. Mało tego uważam,    że nasze ciała i umysły są dla nas wspaniałym darem wszechświata i dbanie o nie jest wyrazem wdzięczności za ten dar. Nie jestem ascetką ani fanatyczką. Gdy jestem głodna jem. Jem to, co najlepsze w zasięgu moich rąk. Gdy mam na coś ochotę, ulegam jej, pod warunkiem,  że nie sieję w ten sposób spustoszenia (nawet pośrednio).

Fotografię do tego postu wykonała Ola Danielak

Koszyk